Filmy Quentina Tarantino znajdują się wysoko na liście przeze mnie cenionych. Każdy inny, ale z cechami wspólnymi. W 2019 roku ogromne wrażenie zrobił na mnie obraz “Pewnego razu… w Hollywood”. Nie tylko ze względu na opowiedzianą historię i sposób jej pokazania.

Co jeszcze zwróciło moją uwagę? Ogromna wiedza Tarantino dotycząca Hollywood i filmu amerykańskiego, osób, zdarzeń, miejsc. Twórca wykorzystał ją do jak najwierniejszego odtworzenia realiów schyłku tzw. Złotej Ery Hollywood.

Jeśli widzieliście film to książka Tarantino pod tym samym tytułem co film powinna wam się spodobać. Nie jest to scenariusz filmowy “przerobiony” na książkę. Autor rozwija wątki, które pojawiają się w filmie. Dowiadujemy się więcej o żonie Cliffa Bootha (zabił ją czy nie?), jego pojedynku z Brucem Lee (miał miejsce w ogóle?). Tarantino opowiada o Mansonie w podobny sposób jak w filmie, dodając jednak więcej szczegółów do jego życiorysu. Mocniej “zaakcentowana” jest postać samej Sharon Tate. Twórca wyjaśnia też jak Rick Dalton (nie)dostał roli Steve’a McQueen’a w “Wielkiej ucieczce”. Znawcą kina ogólnie w książce jest Cliff Booth. Tarantino opowiada o kinie europejskim oraz działach Kurosawy przez pryzmat kaskadera właśnie.

Źródło: zdjęcie własne

Zdecydowanie warto przeczytać jeśli podobał wam się film. I jeśli twórczość Tarantino wam odpowiada.

A jeśli macie ochotę poczytać o ciekawostkach związanych z filmem, to zachęcam do zajrzenia tu.

Zdjęcie główne: własne